Wizyta w sierocińcu (czerwiec 2013)

Kiedy na etapie planowania wyprawy zdecydowałyśmy się na odwiedziny w urszulańskim sierocińcu, zadanie wybrania lokalizacji i uzgodnienie wszystkiego spadło na Dorotę Grabowską-Kozarzewską z Moremi-Africa, naszą organizatorkę i przewodniczkę mieszkajacą od 18 lat w Afryce, a jednocześnie instruktorkę harcerską. Najbliżej trasy naszego safari znajdował się sierociniec w Mweka, a Dorota po wizycie tam i rozmowie z siostrami była zachwycona zarówno samym sierocińcem jak i serdecznym przyjęciem.

Oczywiście nie miałyśmy zamiaru jechać do sierocińca żeby go sobie pooglądać jak atrakcję turystyczną. Od początku było wiadomo, że naszym celem jest zrobienie czegoś pożytecznego tam na miejscu. To, że zorganizujemy jakieś zajęcia dla dzieci było oczywiste, ale chciałyśmy zostawić po sobie jakiś bardziej trwały ślad. Oglądając przysłane nam zdjęcia Doroty, zwróciłyśmy uwagę na nieciekawy stan kuchni - robiła wrażenie odrapanej i zniszczonej. Całego sierocińca nie wyremontujemy, ale może chociaż kuchnię? Damy radę. I tak w naszych bagażach znalazły się akcesoria do malowania ścian. Farby dokupiłyśmy w Arushy.

Do Mweka dotarłyśmy 23 czerwca 2013 r. wieczorem. Już pierwsze wrażenie było piorunujące - gromada dzieci w różnym wieku siedzących pod wiatą i pięknie śpiewających. Dzieci tak siedziały, czekały i śpiewały przez 3 godziny bo tyle byłyśmy spóźnione...

Mimo zmęczenia całodzienną podróżą ekipa malarska jeszcze w nocy przystąpiła do pracy i zagruntowała ściany. Następnego dnia od rana zespół malarski przystąpił do malowania. Ściany zmieniały się na kolor kremowy i dziewczyny planowały po południu położyć drugą warstwę. Ponieważ udało się kupić tylko farbę olejną obawiałyśmy się jej oparów, ale obawy okazały się bezpodstawne - kuchnia nie ma szyb w oknach, nie ma też sufitu, a między ścianami a dachem jest przerwa. Pracę naszych malarek pokojowych zaczęły podpatrywać 3 dziewczynki, po 3 minutach dziewczynek było 10, a po kolejnych 3 minutach - 30. Jak było już ich 50, przyszła siostra i zabrała je na zajęcia...
Druga warstwa farby była kładziona w nocy i w dniu wyjazdu przed świtem, ale przed naszym wyjazdem cała kuchnia została pomalowana.

Po obiedzie, między 14:00 a 16:00 podzielone na 4 zespoły przeprowadziłyśmy gry i zabawy z dzieciakami na boisku szkolnym. Początkowo nieco nieufne dzieci rozbawiły się bardzo szybko. W zabawach z tęczową chustą, pląsach po polsku i angielsku, grach z piłkami i skakankami uczestniczyły żywiołowo. Dużo siły to od nas wymagało, ale przyniosło radość i satysfakcję. Ponieważ byłyśmy w Mweka w czasie przerwy wakacyjnej i na miejscu było mniej dzieci, w grach uczestniczyło około 120 dzieciaków, nauczyciele i siostry Urszulanki.

O 19:00, w ciemnościach, przed improwizowanym ekranem na świeżym powietrzu zasiadły wszystkie dzieciaki i siostry - pokazałyśmy zgromadzonym przygotowaną wcześniej prezentację o Polsce. Dzieciaki słuchały i patrzyły jak zaczarowane. Na ekranie pojawiały się mapy, krajobrazy, zdjęcia pór roku, śniegu, zwierząt... Ale największy entuzjazm wzbudziły filmiki z popołudniowych gier i zabaw. Dzieci rozpoznawały siebie na ekranie. Wybuchom śmiechu nie było końca. Przyszedł czas na podziękowania i pożegnania. Na zakończenie każda z nas miała przyjemność uścisnąć dłoń każdego dziecka z sierocińca w Mweka.